Jak odchudzać się po świętach i nie zwariować?

edyta1

Święta, o czym Wam już niejednokrotnie pisałam, nie są doskonałym czasem dla odchudzających się. Przekonała się o tym moja stała czytelniczka, która przesłała do mnie po Świętach maila pełnego żalu. Za jej pozwoleniem cytuję go w całości.

Kochana Pani Edyto!

Dzięki Pani wzięłam się za siebie. Nie było to łatwe, ponieważ mieszkamy w naprawdę małej miejscowości i raczej sposobem na dbanie o siebie jest tutaj kupienie sobie czegoś nowego do ubrania, a nie uprawianie sportu. Nie wspominając już o diecie.

Ale byłam bardzo zdeterminowana. Zaraz po Nowym Roku zdecydowałam się na tę samą dietę, co Pani i przez internet zamówiłam kije do Nordic Walkingu. Postanowiłam Pani wzorem połączyć dietę z jakąś aktywnością fizyczną. Przyniosło to doskonałe rezultaty. Po ostatniej ciąży nie mogłam pozbyć się nadliczbowych 20 kg, a dzięki Pani już mam połowę sukcesu za sobą – schudłam 10 kg. I walczyłabym dalej, gdyby nie święta. Dokładnie czytałam i u Pani na blogu i w kilku innych miejscach, co powinnam zrobić, by nie zrezygnować z diety w święta. I nie udało mi się…

Po takim czasie wyrzeczeń, starania się i poświęcania czasu samej sobie (co przy trójce dzieci jest wyczynem) zrezygnowałam z tego dla pasztety, tortu mojej mamy i wielu innych pysznych, wielkanocnych specjałów. Jestem rozgoryczona i zła przede wszystkim na samą siebie. Na tyle czuję się okropnie z powodu porażki, że zajadam to słodyczami. Nie potrafię powiedzieć sobie stop i najzwyczajniej w świecie wrócić do diety. Co robić? Zacząć dietę od nowa? Jedyna nadzieja w Pani.

Pozdrawiam,

Sylwia

edyta2

Kochane, zdaję sobie sprawę z tego, że Pani Sylwia nie jest sama i wiele osób boryka się teraz z tym samym problemem. Ja na swojej diecie też kilka razy zgrzeszyłam, ale zawsze wracałam do diety. Wiem, że takie porażki mogą demotywować i powodować to straszne uczucie żalu do samej siebie i porażki. Wiecie, co w tym wszystkim jest kluczowe? Nie poddawać się mu! Pomyśleć sobie, że mamy za sobą wiele sukcesów i to one się liczą. Porażki są nawet wliczone w każdy sukces. Pani Sylwii napisałam to samo i kategorycznie nakazałam usunięcie z domu wszystkich słodyczy i spacer z kijkami – podczas którego ma pomyśleć o swoim sukcesie. Ma ona również wrócić do diety, nie zaczynać jej od początku.

A jak u Was po świętach?

Pozdrawiam,

Edyta

Zobacz inne moje wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *